czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 02.

Przytuliłam chłopaka z całych swoich sił, i wypełniłam swoje nozdrza zapachem jego ciała. Poczułam woń moich ulubionych perfum, których często używał. Trwaliśmy tak przytuleni dopóki nie poczułam jak chłopak odpycha mnie lekko, co przywołało na moją twarz wyraz zmieszania oraz zawiedzenia.
- Tak bardzo tęskniłem - powiedział, patrząc mi się prosto w oczy, po czym pocałował mnie w czoło. Chwyciłam go za rękę i poprowadziłam do salonu. Usiadłam na kanapie i zrobiłam mu koło siebie miejsce.
- Jak idzie na treningach? - spytałam po chwili. Odchylił swoją głowę do tyłu wypuszczając powietrze.
- Nie pytaj nawet. Wyciskają z nas siódme poty. Najpierw rozgrzewka, parę godzin treningu, krótka przerwa i boks. - Wyobrażałam sobie co czuje, a przynajmniej wiedziałam, ponieważ Camille też pojechała na taki obóz. Kochała biegać, ale po tych dwóch miesiącach ma tego dosyć.
- Chcesz coś do picia?
- Mhmm...A co masz? 
- A co chcesz? 
- To co Ty. - Obdarował mnie swoim uśmiechem. Poszłam do kuchni i otworzyłam szafkę żeby coś znaleźć. Podczas szukania porozwalałam trochę w przyprawach mamy, za co może być mała afera.
Postawiłam dwie butelki z sokiem na ladzie do której dosiadł się Matt. 
- Nie chciałabyć pójść ze mną na imprezę? - Spytał chwytając butelkę i oglądając ją z każdej strony, po czym popatrzył na mnie spod brwi. 
- Musiałabym to przemyśleć. - Uśmiechnęłam się zaczepnie. Wiedziałam, że zauważył to, że się z nim droczę. 
- A jak ładnie poproszę? 
- No nie wiem, próbuj. - Zaśmiałam się, kiedy popatrzyłam na wyraz twarzy chłopaka, która ze zdziwienia przeszła w zadowolenie. 
Podszedł powolnym krokiem i złapał mnie w talii. Jego miękkie wargi musnęły skórę na mojej szyi, co wywołało u mnie przyjemny dreszcz. Zaśmiał się cicho. Pocałował mnie za uchem, po czym odwróciłam się w jego stronę, szukając jego ust. 
- Yhym... - W drzwiach stał mój ojciec, który najprawdopodobniej zapomniał kluczy. Szybko się od siebie odsunęliśmy, co tylko wywołało jego śmiech. 
 - Dzień dobry Panie Stane! - Chłopak grzecznie się przywitał, a na jego twarzy widniał lekko zdenerwowany uśmiech.
 - Cześć Matt. Jak tam obóz? - Mój rodziciel był wiernym fanem piłki, więc jakoś nie zdziwiło nie to, że zaczął się wypytywać  chłopaka o ten sport. Przewróciłam oczami i z powrotem usiadłam na krześle sprawdzając telefon. Nie wiem czemu, ale bawiło mnie jego zachowanie wobec mojego ojca, tak jakby się go trochę bał. Stali w salonie i oglądali stare zdjęcia z młodzieńczych lat rodziciela, grającego wówczas w szkolnej lidze. Może mi się tylko zdawało, ale wyglądało to tak, jakby się porozumieli. Nareszcie. Matt miał kiedyś opinię 'kobieciarza', przez co mój ojciec podchodził do niego z dystansem. Za każdym razem kiedy odprowadzał mnie do domu był traktowany jak intruz, powitany oschłym "Dzień Dobry". Pamiętam jak chłopak starał się pokazać mojemu upartemu ojcowi jak bardzo mnie kocha, przynosząc róże i oraz mojej mamie. 

*Matt POV*

Początkowo bałem się ojca Stephanie, i część tego strachu nadal we mnie siedzi. Wiem co o mnie myślał i jaką miał opinię, dlatego teraz nie chcę popełnić żadnego błędu, uniemożliwiającego mi spotykanie się z dziewczyną. Niedawno odnaleźliśmy wspólny język - piłka. To było coś, co oboje kochaliśmy. On- były piłkarz, ja - obecny. Staliśmy w salonie i obmawialiśmy wczorajszy mecz, w której grała nasza ulubiona drużyna. Co chwila zerkałem na Steph bawiącą się telefonem.
 - Zależy Ci na niej, prawda? - Spytał po chwili pan Stane, patrząc się na mnie uważnie.
 - Bardzo. - Odpowiedziałem szczerze. 
 - Więc jej nie skrzywdź. Wiesz jaka jest wrazliwa. Nie chcę Cię straszyć, ale jeśli coś jej zrobisz, to będziesz mnie miał na karku. - Nie powiem, trochę się spiąłem, lecz po chwili mężczyzna zaczął się cicho śmiać i poklepał mnie po plecach. Cieszyłem się, że zdobyłem jego zaufanie.
 - A tu grałem w misrzostwach.... - powróciliśmy do oglądania zdjęć w albumie.

***

*Stephanie POV*

   Umieściłam pastele w ich pudełku i szybkim ruchem zgarnęłam pędzelki, które leżały pomiędzy ścinkami papieru. 
'Dużo tego jest' pomyślałam. Wyrzuciłam śmieci do kosza i poszłam wziąć prysznic. Zamknęłam drzwi na klucz. Powoli się rozebrałam i weszłam do kabiny, odkręcając ciepłą wodę, która zaczęła spływać po moim ciele. Oparłam głowę o ściankę, myśląc nad kolejną pracą. Normalna nastolatka przejmowała by się swoim idolem, który ma nową dziewczynę bądź relacjami ze znajomymi. Mnie w tej chwili przejmowała praca, na którą nie miałam pomysłu. Chciałam dostać stypendium, które umożliwiało mi rozszerzenie technik wykonania. Po paru minutach wyszłam z kabiny wycierając się swoim ulubionym ręcznikiem. Nałożyłam beżową piżamę, a swoje długie włosy zmotałam w niestaranny kok. Zabrałam z kuchni herbatę, przygotowaną przez mamę po czym wspięłam się po schodach, przeskakując co drugi stopień, jednocześnie uważając na gorący napój. Bosą stopą uchyliłam drzwi i weszłam do pokoju.
Po raz pierwszy był w nim porządek. Usiadłam na łóżku, przykrywając się kołdrą. Chwyciłam telefon i szybkim ruchem napisałam sms do Matt'a.
"Ta impreza to nadal aktualna? xx" po czym odłożyłam telefon na bok, i upiłam łyk herbaty, której ciepło rozeszło się po moim ciele. Parę minut później przyszła wiadomość od chłopaka:
"Jak najbardziej. Będę w sobotę po piątej xx" Uśmiechnęłam się, i położyłam urządzenie na półce. Wyjrzałam za okno: Pani Elen siedząca w fotelu ze swoim denerwującym chiuauą oraz Maggie kopiąca dół pod ozdobnym krzakiem sąsiadki. Wszystko w normie. 

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 01.


- Mamo!- krzyknęłam, rozrzucając przy okazji zawartość mojej szuflady.
- Śniadanie robię, jak chcesz coś to zejdź i powiedz normalnie.- usłyszałam z dołu. Oczywiście, 'zejdź i powtórz'. A gdyby...no nie wiem, gdyby morderca wszedł do mojego pokoju przez okno, to też miałabym zejść na dół i wszystko dokładnie powtórzyć? Oj, nieważne już.
Zamknęłam szafkę, wypuszczając powietrze z ust. Szybkim krokiem wyszłam z pokoju i zbiegłam po schodach, kierując się do pomieszczenia w którym przebywała.  Moja rodzicielka najnormalniej w świecie stała przy kuchence i robiła naleśniki.
- Słucham Cię - powiedziała odwracając się w moją stronę.
- Gdzie są moje pędzle?
- Tam, gdzie je ostatnio zostawiłaś. - Uśmiechnęła się. Wiedziała, że to zdanie zawsze działa na mnie tak samo.
- Przypominam, że one zawsze leżą w tym samym miejscu. - Nadziałam naleśnika na widelec i przeniosłam go na swój talerz. - Gdzie jest Maggie?- spytałam po chwili ciszy
-Pewnie się bawi na zewnątrz. - 'I że jej się chce o siódmej rano wychodzić na dwór'. Dokończyłam przeżuwać naleśnika i wstawiłam talerz do zmywarki. Nałożyłam swoje brudne trampki i wyszłam przed dom. W przeciągu paru minut zauważyłam sylwetkę blond sześciolatki. Była czymś naprawdę zajęta, nie dostrzegła nawet tego, że idę w jej stronę.
- Hej Maggie - uśmiechnęłam się do dziewczynki.
- No ceść - pokazała rząd szczerbatych zębów
- Co tam robisz? - Po mojej wypowiedzi jej uśmiech zrzedł, a w oczach pojawił się lekki strach.
- A...nic. Tak sobie siedzę, i cekam na Olivię. Spojrzałam na nią spod oka. - No naplawdę - zapewniała.
-Mogę zobaczyć co tam z tyłu trzymasz? -spytałam łagodnie. Miałam wrażenie, że 'znalazłam' swoją zagubioną rzecz. - Patrz! Samolot leci! - skierowałam swój palec w górę, wskazując na 'samolot'. Dziewczynka szybko odwróciła się, i patrzyła w górę.
- Tu nic nie m....-zamarła, widząc, że odkryłam jej małą zbrodnię.  Moje pędzle, w tej chwili wcale mi ich nie przypominały. Były porozrzucane na trawie obok jej lalek. Głowy kilku z nich były całkiem ogolone, a na ich miejscu widniało blade włosie z moich pędzli przyklejonych niestarannie taśmą.
- Cholera... - mruknęłam
- A wies, ze Cię kocham? - uśmiechnęła się nieśmiało.

***

Zaczęłam rozkładać stare gazety taty dookoła stelażu, który dostałam parę lat temu na urodziny. Przeciągnęłam przez głowę pomazany farbą fartuch i szybkim ruchem zawiązałam go z tyłu. Chwyciłam za wieczko farby, rozchlapując ją po papierze leżącym na podłodze. Zamoczyłam pędzelek w czarnej farbie i zaczęłam malować. Tak jak zawsze, oddając w to całą swoją duszę. Patrzyłam jak na płótnie pojawiają się kolejne smugi, tworzące kontury sylwetki. Ostatnio ojciec poprosił mnie o portret jego i mamy, który chciał jej dać na rocznicę. Szybko wzięłam się do jego tworzenia, gdyż najprwadopodobniej po paru dniach 'ukrywania' go zostałby znaleziony przez Mag lub mamę. Kto w ogóle daje tej sześciolatce dostęp do mojego pokoju? Wyraźnie powiedziałam, że nie chcę, aby ktoś przebywał w nim oprócz mnie. Jest tu mały bałagan, ale wolę to określać jako 'artystyczny nieład'. Przynajmniej wiem gdzie co leży, a kiedy przyjdzie tu siostra to tak jakby przeszło tornado. Wszystko porozwalane, ubrania z szaf wyrzucone a każda farba zmieszana z inną, kontrastującą z nią. Nie miałam czasu, aby nad tym dłużej myśleć, malowałam dalej.
- Halo? - zza drzwi wychyliła się glowa mamy, na co zareagowałam bardzo szybko. Narzuciłam na płótno prześcieradło, malując przy okazji swój lewy policzek.
- Jestem, jestem, to c..wejdź - ruchem ręki zaprosiłam ją do środka
- Czy Ty naprawdę nie możesz posprzątać tego pokoju?- skomentowała stan pomieszczenia siadając na łóżku. Oczywiście - niepościelonym.
- No nic, wiesz, że niedługo mam rocznicę z tatą, prawda?- przytaknęłam.
- Chciałabym, o ile miałabyś czas oraz chęci, abyś coś dla nas narysowała. Może z tego zdjęcia z naszego ślubu, hm? - przyjrzałam się zdjęciu, które już wcześniej wręczył mi ojciec. Uśmiechnęłam się. Tak bardzo do siebie pasowali, a  ich charaktery w stu procentach się dopełniały. To było coś o czym marzyłam - prawdziwa miłość. Popatrzyłam na stojącą nade mną rodzicielkę.
- Jasne - uśmiechnęłam się. Rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu, leżącego na łóżku. Chwyciłam telefon do ręki - Matt. Popatrzyłam na kobietę wychodzącą z pokoju, a kiedy upewniłam się, że jest już wystarczająco daleko odebrałam go, dzięki czemu zostałam 'obdarowana' ukochanym głębokim głosem, za którym tak bardzo tęskniłam.
- Witam piękna.
- Witam piękny. - usłyszawszy jego śmiech mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Masz może dzisiaj jakieś plany?
- Nie, rodzice gdzieś wychodzą, a Meg jedzie na biwak.
- Więc, szykuj się - kolejna dawka śmiechu udzieliła się również mi.
- Już się boję
- Powinnaś. Będę po osiemnastej, dobrze?
- Jasne
- Kocham cię - kochałam kiedy to mówił. Czułam się wtedy taka bezpieczna, i może głupio to zabrzmi, ale czułam się tak, jakbym do kogoś należała. Czułam się tak, jakbym była jego częścią.
- Też cię kocham - po tych słowach się rozłączyłam.
 Matt. Pamiętam jak się poznaliśmy. To było jesienią, zaczynałam wtedy pierwszy rok na Akademii. Wpadł wtedy zdyszany do sali, w której zaczynaliśmy pierwsza lekcję, ponieważ jego brat - Sam, zapomniał z domu lunchu. Wszyscy zaczęli się śmiać, a on po prostu się tak pięknie uśmiechnął. Potem wszystko się szybko potoczyło. Z racji, że Sam chodził do tej samej klasy co ja, często spotykałam Matt'a więc z czasem się zaprzyjaźniliśmy, a teraz...teraz jesteśmy parą. Swoje przemyślenia zostawiłam na później, teraz pragnęłam położyć się na kanapie i trochę poleniuchować.

***

- Ja teraz oglądam.- oznajmiłam siostrze siedzącej przed ekranem telewizora. Znowu oglądała te swoje bajki o dinozaurach. Kiedy byłam w jej wieku moim największym problemem było wybranie najładniejszej księżniczki Disney'a, natomiast ona nie wie czy ma być triceratopsem czy może tyranozaurem. Logika Maggie.
- Nie. Oglądam dinozaury.
- Właśnie widzę. Wiesz, że potem będziesz się zrywać w nocy, bo będziesz miała koszmary, nie?
- Nie będę. Nigdy nie mam.- Faktycznie. Na to była akurat 'uodporniona'. Mogła oglądać horrory, a w nocy i tak była cicho. Postanowiłam ją podejść tak, jak wtedy z moimi zaginionymi pędzlami.
- A wiesz, że Pani Elen ma zakopanego dinozaura w trawniku?- Pani Elen - starsza, denerwująca sąsiadka. Codziennie przychodzi do nas do domu, żeby upewnić się czy jest w nim dziadek - obiekt jej westchnień. Dziwne prawda? Tak samo jak ona oraz jej wnuczka - Victoria. Rozpuszczona przez parę bogatych rodziców osiemnastolatka. Codziennie nowe markowe ubrania, pary nowych butów, aparaty fotograficzne itp. Ych...wolę o niej nie mówić, nie chcę mieć z nią nic wspólnego.
Zauważyłam iskierki w oczach sześciolatki.
- Jaki gatunek? - spytała zaciekawiona, uważnie patrząc mi się w oczy.
- Yyyy.... - szukałam nazwy jakiejś jaszczurki po porozwalanych opakowaniach po dvd.
- Achelozaur! - Wypaliłam szybko, oczekując jakiejkolwiek reakcji.
- Gdzie są moje rękawiczki? - spytała po chwili. Odetchnęłam z ulgą, coś takiego istniało.
- Chyba w schowku. Masz tam też wiaderko i ten twój 'sprzęt'. Spokojnie, powiem mamie gdzie jesteś.
Uśmiechnięta wyszła z salony biegnąc po schodach w stronę schowka. 'Nareszcie spokój" pomyślałam.
Wzięłam pilot do ręki i wyłączyłam trwający serial. Podeszłam do półki z płytami i wyciągnęłam pierwszą z nich. 'Titanic' . Włączyłam ją, siadając wygodnie na kanapie i przykrywając się ulubionym kocem.
Po pierwszych minutach zobaczyłam jak na wyświetlaczu mojej komórki pojawia się sms.
"Wyjdź na zewnątrz"- przeczytałam treść i lekko zmieszana podeszłam do drzwi. Ostrożnie je uchyliłam.
Zobaczyłam te czekoladowe tęczówki i rozbrajający uśmiech. Swoją dużą dłoń oparł o framugę drzwi, otwierając je szerzej, natomiast drugą umieścił na mojej talii jednocześnie przyciągając mnie do swojego ciała. Pierwszy raz od paru miesięcy poczułam smak jego miękkich warg.
- Tęskniłem - szepnął.

środa, 8 maja 2013

Prolog

Prolog
***
 Stephanie Ellie Stane. Nastoletnia artystka, uczęszczająca do Art Academy w pólnocnym Londynie. Swój talent malarski odziedziczyła po siostrze swojego dziadka- Helen. Już w najmłodszych latach przejawiała miłość do sztuki oraz tworzenia. Podczas pobytu w parku oraz pracą nad nowym rysunkiem poznaje Harrego*, z którym poznaje się w dziwnych okolicznościach. Nie są jednak sobie obojętni. Wkrótce potem ich drogi łączą się, aby zwykła znajomość przerodziła się w coś więcej. Ich udany związek zostaje wystawiony na próbę kiedy Steph w wypadku samochodowym traci wzrok. 
Czy Harry pomoże dziewczynie, oraz ułożą sobie życie na nowo, czy może jednak zostawi ją, a ich drogi się rozejdą?
***

Harry*-chłopak w tym fan fiction nie jest sławny.

Mam nadzieję, że historia przypadnie Wam do gustu ;)