niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 04.

*Matt's POV*


Szybko zerwałem się z miejsca, kierując się w stronę zatrzaskujących się drzwi. 
- Stephanie! - krzyknąłem, zbiegając po schodach, przeskakując co drugi stopień. Chciałem jak najszybciej dogonić dziewczynę i wszystko jej wytłumaczyć. Chociaż nawet nie wiem co mógłbym teraz powiedzieć. Nie powiem, Victoria mnie pociągała, a nawet bardzo, ale byłem ze Steph, przez co miałem wielkie wyrzuty sumienia. Wszystko się strasznie poplątało. Przez długi czas nie miałem z nią kontaktu, ponieważ byłem na obozie. Właśnie tam poznawłem Vic. Robiła zdjęcia do swojego portfolio, oraz do podania Akademii. 
Można powiedzieć, że przybliżyliśmy się do siebie, mieliśmy taki mały 'romans' o którym nikt, oprócz Sam'a nie wiedział. Do dziś. 
   Dzięki częstym treningom w przeciągu kilkunastu sekund dogoniłem dziewczynę. Złapałem ją za ramię, jednak nie zareagowała. 
- Steph. - Odwróciłem ją w swoją stronę. 
- Czego ty chcesz? - Spytała. Myślałem, że będzie bardziej nerwowa. Zazwyczaj, gdy czuła że ktoś ją upokorzył, bądź obraził była spokojna, jednak czasami potrafiła wychodzić z siebie. 
- To nie tak... - zacząłem.
- To nie tak jak myślisz, tak? "To ona zaczęła, ja jestem niewinny". - Sprowokowała mnie zaczynając udawać mój głos. Pochyliła głowę w dół, po czym cicho spytała.
- Jak długo to trwa?
- Naprawd...
- Jak długo to do jasnej cholery trwa?! - Przerwała, starając się ukryć łzy, które leciały po jej zaróżowiałych od zimna policzkach.
- Parę tygodni. - Szepnąłem. - Ale Steph, zrozum, że to Ciebie kocham. Tylko i wyłącznie. - Uniosłem jej podbródek w górę i popatrzyłem w oczy, które tak bardzo kochałem. Dostrzegałem w nich ból i złość.
 - Nie. Nie chcę żyć z ciągłymi podejrzeniami. Nie chcę mimowolnie sprawdzać twojej komórki tylko po to, aby sprawdzić czy nie masz kogoś na boku. Po prostu nie chcę.
 - Czy Ty mi mówisz że..?
 - Tak Matt. To koniec. Nas już nie ma. Możesz odejść, nie powstrzymuję. - Odwróciła się na pięcie po czym zniknęła mi w mroku.

*Stephanie's POV*

Szłam skrótami prowadzącymi do mojego domu. Po policzkach wciąż spływały mi łzy, torebkę z kasą zostawiłam na imprezie a szpilki które miałam na nogach niemiłosiernie cisnęły. "Walę to." Schyliłam się i jednym ruchem zrzuciłam je ze stóp. 'Tak lepiej.' Przeskoczyłam nad kałużą, i delikatnie zaczęłam stąpać po asfalcie. Po prawej stronie zauważyłam kilku meneli siedzących na ławce przed sklepem.
 - Tańszego wina nie ma, więc piją to. - Mruknęłam pod nosem, starając się jak najszybciej oddalić od grupy.
- E, lalunia! Co powiedziałaś? - Jeden z tutejszych żuli wstał i chwiejnym krokiem zrobił kilka kroków w przód.
- Smacznego!- Krzyknęłam. Nie miałam humoru, aby kłócić się ze zgromadzonymi..
- Smacznego, smacznego... - burknął.
 
***

Wspiełam się po trzech schodkach prowadzących do domu. Pociągnęłam za klamkę, jednak drzwi postawiły mi opór. Spróbowałam jeszcze raz.
 - Nie teraz, proszę. - Szarpnęłam z całych sił. - Auć! -  jęknęłam, i potarłam czerwone ramię. - Dobra, poddaję się! - Uniosłam ręce na znak kapitulacji i bezradnie usiadłam na zimnej kostce brukowej. - Posiedzę sobie. - Rodzice pewnie wyjechali do dziadka, a młodsza...pewnie była z nimi. 'Taras!' przemknęło  mi przez głowę. Okrężyłam i dom i rozmyślałam jak wspiąć się na barierkę. Ojciec robił coś z drabiną, ale oczywiście dzisiaj musiał ją schować zaraz po tym, jak matka się na niego wydarła o  'bałagan' na zewnątrz. Nie widziałam nic bardziej sensowniejszego niż wejście za pomocą altanki na róże ( które zostały spalone przez nadmierne spryskanie ich środkiem owadobójczym). Buty postawiłam na chodniku, a sama zaczęłam stawiać swoje stopy na zimnych barierkach. Robiłam to powoli i ostrożnie, patrząc za każdym razem w dół, aby jako tako zmierzyć na oko wysokość. 'Udało mi się!". Zaczęłam się niezgrabnie wiercić na samym szczycie przekładając nogę na drugą stronę.
  - Nie za wygodnie? - usłyszałam głos, który dobiegał z dołu.
  - Powiem Ci, że ta metalowa rura naprawę fajnie wżyna się w dupę! - Odkrzyknęłam nie patrząc nawet kim był mój rozmówca.
  - Nie wątpię.- Stłumiony śmiech rozszedł się po pustej dzielnicy. - Pomóc Ci?
  - Dziękuję dam sobie radę.
  - Napewno? - 'Boże, co za upierdliwy typ"
  - Tak, w razie czego dam radę wykręcić numer na ambulans. - Przeskoczyłam przez barierkę i znalazłam się na tarasie. Odwróciłam się, a moim oczom ukazał się mężczyzna, którego postać oświetlała uliczna latarnia. Miał na sobie rurki i bluzę z kapturem na głowie, spod której wychylały się przycięte loki.
  - Jak wolisz. Do niczego nie zmuszam. - W tym słabym świetle mogłam dostrzec dołeczki, które pojawiły się zaraz po tym, jak chłopak się uśmiechnął. - Powodzenia życzę i...dobranoc? Chyba nie będziesz się wspinała na jakiś inny budynek, prawda?
  - Dzisiaj już sobie odpuszczę. - Przekręciłam kluczyk w szklanych drzwiach, który był schowany pod doniczką z frezjami. - Dobranoc. - Rzuciłam i weszłam do środka. Popatrzyłam jak chłopak się oddala, i jeszcze przez parę minut stałam w drzwiach patrząc w miejsce w którym stał.


***

 - Teraz się skup i opowiedz mi co się stało. - poleciła mi Camille, siadając obok mnie na łóżku.
 - A co mam Ci tłumaczyć? Lizał się z Victorią tak? - wymamrotałam trzymając głowę przyciśniętą do poduszki. Było mi z tym źle. Tak bardzo kochałam tego chłopaka. Dzwonił. Od wczorajszego wieczora odrzuciłam kilkanaście połączeń. 
 - Przepraszam...Ale wiesz, że on Cię nadal kocha tak?
 - Cam, to nie jest takie proste. Dobrze o tym wiesz. Zdrada boli dwa razy bardziej, jeżeli wiesz, że osoba którą darzysz tak silnym uczuciem cię okłamuje. Może umiałabym mu jakoś przebaczyć gdyby powiedział od razu. 
 - Rozmawiałam z nim. - Podniosłam twarz z poduszki, najwidoczniej lekko zszokowana.
 - Kiedy? 
 - Dzisiaj. Przyszedł pod dom, kiedy jeszcze spałaś. Steph, posłuchaj on naprawdę żałuje, nawet nie wiesz jak bardzo to się na nim odbija. Dla Ciebie nie poszedł na trening. - Zrobiła zachęcającą minę, akcentując ostatnie zdanie.
 - O popatrz, pan miłosierny nie poszedł na trening. Jakiż zaszczyt mnie spotkał, że to zrobił? 
 - Wiesz co? Jesteś naprawdę egoistyczna. Wiem, że jest ciężko ale zrozum, że on też ma uczucia. Jemu też jest źle, ponieważ ma wyrzuty.
 - Słusznie.
 - Nie wiem co zamierzasz z tym zrobić, jako przyjaciółka powiem Ci, że najlepiej, abyś zrobiła to co uważasz za słuszne. - Tak. "Rób to co uważasz za słuszne." Najgorsze jest to, że ja nie wiem co teraz powinnam wybrać. 
 - Mówił coś jeszcze? 
 - Powiedział, że nie chce tracić tego wspaniałego czasu spędzonego z tobą. - "Tekst każdego mężczyzny. Nic nowego. " Moja mina nie zdradzała żadnych uczuć, mimo iż byłam wrażliwą osobą. Czasami aż za bardzo reagowałam na niektóe sytuacje. A teraz? Po prostu czuję pustkę, nic więcej. Może on nie był pisany dla mnie? Może to nie było przeznaczenie? Blondynka odsunęła się na chwilę i szła w stronę drzwi.
 - Może warto spróbować przebaczyć?




sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 03.

*sobota*

Otworzyłam powoli oczy, a moja ręka odruchowo powędrowała na nocny stolik. Pomacałam  powierzchnię mebla, aż znalazłam upragnioną rzecz. Odblokowałam wyświetlacz i zobaczyłam, że mam nową wiadomość. 
" Będę po siedemnastej. xx " Początkowo nie wiedziałam o co chodzi, ale dzięki kalendarzowi wiszącemu nad łóżkiem zorientowałam się, że dziś jest ta cała  impreza. "Nie. Nie wychodzę z łóżka, potem się przygotuję" pomyślałam. Wtuliłam swoją w twarz w poduszkę i próbowałam zasnąć. "Tak właściwie, to ciekawe która godzina' popatrzyłam na zegarek i zamurowało mnie. 'Pięknie' przemknęło mi przez głowę. Szybko wyskoczyłam z łóżka, jednocześnie potykając się o książkę pożyczoną od Camille. W sumie, wypadałoby już ją oddać, trochę ją trzymam, a z moim szczęściem jeszcze parę dni i nie będę wiedziała gdzie ona jest. Z prędkością światła zbiegłam na dół, wpadając do kuchni. Otworzyłam szafkę i wyjęłam  swoje płatki, po czym zalałam je mlekiem, które stało sobie na blacie. 'Pewnie Maggie jadła i zapomniała odstawić'. Postanowiłam wyręczyć siostrę, która z pewnością była już u Olivii. Usiadłam przy stole, poprawiając bluzkę oraz podwijając rękawy. Przetarłam ręką oczy i zaczęłam przeżuwać śniadanie.
Kiedy skończyłam poszłam wziąść prysznic. Ciepły, orzeźwiający, dodający energii. Myślałam nad tym...właśnie. Nad czym? Pewnie nad sukienką, której niestety nie posiadałam.
Ostatnią sukienką jaką miałam na sobie była żarówiasta fuksja na weselu mojej cioci, kiedy miałam siedem lat. Dokumentujące tą chwilę zdjęcie oczywiście jest powieszone  nad schodami  tak zwanej 'Ścianie Płaczu". Faktycznie, kiedy popatrzy się na niektóre zdjęcia, to chce się usiąść i zacząć płakać. Ze śmiechu lub zdołowania. Według mamy moim najładniejszym zdjęciem jest właśnie to, na którym blond siedmiolatka pokazuje szczerbaty uśmiech i poprawia zalaną sokiem porzeczkowym sukienkę. Czasami patrzę na nie i zaczynam się śmiać, chociaż parę lat wstecz zrobiłabym wszystko, żeby znikło. Popatrzyłam na zegar. "W sumie nie jest tak źle, mam jeszcze trochę czasu. Gorzej gdybym była Victorią" zaśmiałam się.
   Wnuczka sąsiadki potrzebowała pół godziny dłużej żeby przygotować się na wyście. Wyprostować włosy, poprawić rzęsy, pomalować paznokcie, nałożyć podkład itp. Dobrać pasujące do siebie ubrania, koniecznie z najlepszych marek, bo jak twierdzi "Sieciówki są dla biednych". Właśnie dlatego nie czuję do niej większej empatii. Najlepiej gdyby wszyscy chodzili w vansach, z grzywką na bok, kreskami oraz w rozmiarze XS.
W sumie, chłopakom nigdy to nie przeszkadzało. Liczyło się to jak wygląda, nie jaki ma charakter. Niedawno Camille mi mówiła, że Victoria próbowała odbić chłopaka naszej znajomej, mnie - gdyby  coś takiego spotkało, najnormalniej w świecie szlag trafił, mimo iż jestem osobą w miarę cierpliwą. Wyszłam spod gorącego prysznica, stawiając stopy na zimnych płytkach, co wywołało u mnie gęsią skórkę. Owinęłam się w fioletowy ręcznik i zaczęłam rozczesywać włosy, sięgające za pośladki. Rozdzieliłam kurtynę włosów na trzy nierówne pasma i splotłam je w niedbały warkocz, przeczesując palcami włosy na czubku głowy. Następnie przeszukałam zawartość swojej kosmetyczki, w której nie było zbyt dużo "materiału". Wzięłam swój tusz do rzęs, który tak naprawdę był pożyczony od mamy, i zaczełam pociągać nim swoje średniej długości rzęsy. Przelotnie spojrzałam w lusterko i nieskromnie mogłam przyznać, że było całkiem dobrze.
    Usiadłam na łóżku, podciągając spadający ręcznik. Ubrania leżały porozwalane po całym pokoju. Były tam koszule, a pośród nich kilka Matt'a, kamizelki, topy, rurki, ale ani jednej sukienki. Oparłam ciężar swojego ciała na łokciach, i głęboko odetchnęłam. Miałam czas na zakupienie potrzebnego mi okrycia, ale znając mój charakter wszystko zostawiłam na ostatni moment. Siedziałam tak z zamkniętymi oczami, dopóki nie usłyszałam lekkiego pukania do drzwi.
- Jeśli to Święty Anioł z sukienką, to zapraszam. - powiedziałam nie patrząc w stronę drzwi.
- Więc od dziś nazywaj mnie aniołem. - Czyżby? Nie, niemożliwe. Przecież Camille była na obozie, więc...
Odwróciłam głowe a moim oczom ukazała się sylwetka wysokiej blondynki.
- Camille! - Krzyknęłam i rzuciłam się w stronę dziewczyny. Padłyśmy sobie w ramiona, tak jakbyśmy się nie widziały kilka dobrych lat.
- Uważaj bo ci ten ręcznik spadnie. - Zaśmiała się. -Potem pogadamy, bo narazie muszę jechać do ciotki Louise - Mówiąc to wywróciła oczami. Jej dom przypominał dom maniaka 'zrób to sam', ale mimo wszystko można było z nią porozmawiać o wszystkim. - Słyszałam że idziesz na imprezę, hm?
- No prawda, prawda.- Spojrzałam na nia baczniej. Ten błysk w oku...ona coś kombinowała, a ja jeszcze nie wiedziałam co.
- Zamknij oczy.
-Ale...
- Zamknij
- Okej, okej. - Posłuchałam się dziewczyny. Po paru minutach poczułam jak wyciąga moje ręce do przodu i kładzie na nich jakiś materiał.
- Dobra, teraz je otwórz. - Ostrożnie otworzyłam powieki a na twarzy pojawił się śmiech, bowiem trzymałam sukienkę.
- Jezus Maria, dziękuję! Skąd Ty ją właściwie masz, i...jak dowiedziałaś się o imprezie?
- Na podziękowania przyjdzie czas, a impreza...domyśliłam się. - Usłyszałyśmy klakson samochodu jej mamy. - Nie dadzą człowiekowi normalnie porozmawiać - skomentowała. - Życzę miłej zabawy, a potem masz mi wszystko wyśpiewać, zrozumiano?
- Jasne.- Uśmiechnęłam się i popatrzyłam jak dziewczyna wychodzi z pokoju i cicho mamrocze pod nosem, zbiegając po schodach. Spojrzałam jeszcze na sukienkę i skierowałam się do łazienki, aby się przebrać.
   Pasowała idealnie. Krój, kolor, rozmiar a nawet najdrobniejsze wykończenia. Stałam przed lustrem i dziękowałam Bogu, że mam kogoś takiego jak Cam, która po raz kolejny uratowała mi tyłek.

***

Poprawiłam sobie jeszcze raz włosy, kiedy przez okno zauważyłam podjeżdżający samochód Matta. Narzuciłam na siebie kurtkę i żegnając się z rodzicami wyszłam przed dom. Stał oparty o samochód, a kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i zaczął iść w moją stronę. Powitał mnie namiętnym pocałunkiem.
- Wyglądasz pięknie. - Poczułam jak fala ciepła oblewa moje policzki, powodując rumienienie się. Chłopak zauważył moją rakcję na jego komplement, więc złapał mnie za rękę i poprowadził ku autu. Swoim zwyczajem otworzył mi drzwi, i ruchem ręki zaprosił do środka. 
   Drogę pokonaliśmy w ciszy, przerywanej komentarzami do piosenek, bądź krótkiej rozmowie o tym, co robiliśmy w ostatnich dniach. Pod dom zajechaliśmy około osiemnastej.
    Pierwszą rzeczą, która rzuciła nam się w oczy była ilość przybyłych imprezowiczów. Połowy osób nie znaliśmy, ale...taki mały szczegół. Przywitał nas oczywiście brat Matt'a, który tydzień temu wyprowadził się od rodziców i zakupił dom, położony kawałek od centrum Londynu.
- Woo, Steph, ale ładnie wyglądasz. - Skomentował chłopak, za co dostał po uchu od starszego brata.
- Dobra, dobra Ty się tak nie przystawiaj. - Szatyn objął mnie swoim ramieniem, dając znak, że jestem tylko  jego, całując mnie w czubek głowy.
- Ok, to witam na imprezie! - Oprowadził nas po mieszkaniu, instruując co ma zamiar zmienić, przemalować, gdzie będzie studio itp. Powoli zaczęłam się nudzić, więc złapałam Matt'a za rękę i skierowaliśmy się w stronę salonu, gdzie wszyscy zebrani się bawili. Zaczęłiśmy tańczyć, rozmawiać, śmiać się z byle czego. Po godzinie chłopak poszedł do kuchni wyciągając z lodówki piwo.  Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami.
- Przenocujemy.- Uśmiechnął się. Byłam sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, ponieważ  nie wiedziałam co może mu strzelić do głowy. Wzięłam szklankę wody, i usiadłam obok chłopaka, jednak po niecałych kilku minutach dosiedli się do nas jego znajomi. "Nie można być przez chwilę samemu" pomyślałam, i dałam znać Matt'owi, że na chwilę wyjdę na zewnątrz.
   Przeszłam z kuchni i zaczęłam się przedzierać pomiędzy tańczącym tłumem, aby dojść do łazienki. Zamknęłam drzwi wypuszczając powietrze, mój wzrok powędrował na grupkę dziewczyn, które dosyć głośno się śmiały. Wśród nich była Victoria. Super. Postanowiłam nie zwracać na nią uwagi, chociaż z takim makijażem było to mistrzostwo świata.
- O, kogo ja widzę. - Uśmiechnęła się uroczo. - Steph kochanie, chodź tu do mnie. - Otworzyła ramiona, aby mnie przytulić, przez co uniosłam jedną brew do góry i zrobiłam krok do tyłu.
- Oszczędzę sobie. - Odpowiedziałam. Może i byłam chamska, ale niestety, zasłużyła sobie.
- A co ty taka nie w humorze? Matt z Tobą zerwał? - Piękna twarzyczka dziewczyny zmieniła się w złośliwy gest.
- Popatrz, że nie. - Stałam przed lustrem i poprawiałam sobie włosy. W kącie pomieszczenia dostrzegłam dziewczynę ze słuchawkami w uszach. Dosyć głośno słuchała muzyki, dzięki czemu mogłam  rozpoznać piosenkę po melodii. Miała dosyć długie ciemne  włosy i szare oczy. Stała oparta o ścianę, bawiąc się telefonem.
- Hm...dziwne. Wiesz, niedługo może zrozumie jaki błąd popełnił. - Zaśmiała się i razem z Paulone, którą znałam ze szkoły wyszła z pomieszczenia.
- Ma dziewczyna tupet, nie? - Dziewczyna podeszła do mnie zaraz po tym jak wymamrotałam coś obraźliwego pod nosem.
- Też ją znasz? - Zapytałam.
- A kto jej nie zna? Podbija każdego chłopaka, tylko po to, żeby zaimponować innym. - Zgodziłam się z nią.
- Jestem Stephanie. - Przedstawiłam się z uśmiechem.
- I jak mniemam nie tolerujesz jej tak samo jak ja? - odwzajemniła gest. - Isabelle, ale znajomi mówią na mnie Izzy.
- Miło mi. Może...wyjdziemy na zewnątrz?
- Ok, to siedzenie w kiblu jest trochę dziwne.- Usłyszałam jak się śmieje i nie wiedząc czemu dołączyłam się do niej.
    Siedziałam w altance razem z Isabelle, dopóki nie dosiadła się do nas Paulone. Dziewczyna od zawsze próbowała skopiować moje prace, gdyż sama zajmowała się sztuką.
- Na twoim miejscu pilnowałabym się swojego chłopaka. - Powiedziała i poszła. Moja mina przedstawiała zakłopotanie i zmieszanie. O co do diaska mogło jej chodzić? Coś kazało mi wrócić do Matt'a. Jakieś przeczucie, instynkt, nie umiem tego dokładniej nazwać.
- Przepraszam na moment. - Opuściłam dziewczynę, która nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wszystko mogło się zakończyć. Szybkim krokiem skierowałam się ku drzwiom. Pierwsza znajomą mi osobą, którą zauważyłam był Tom.
- Wiesz, gdzie może jest Matt? - Spytałam się chłopaka.
- Ymm...wiesz...Trochę za dużo wypił i źle się poczuł...na górze jest, ale lepiej żebyś została tutaj. - Zaczął tłumaczyć brata, przez co stałam się bardziej zdenerowana.
- Na górze, tak? A w którym pokoju?
- No, w moim chyba. Dobra, ja muszę iść, Peter mnie wołał. - Szybko się wycofał i skierował się ku szatynowi, stojącemu przy głośnikach. Zaczęli chwilę rozmawiać, co chwila spoglądając w moją stronę.
"Chrzanię to, idę zobaczyć co się dzieje." Nie tracąc ani chwili dłużej wspięłam się po schodach. Byłam na górnym korytarzu, i omijałam całujące się pary, obgadujące znajomą przyjaciółki, oraz kilku chłopaków.
Zaczęłam sobie przypominać rozmieszczenie pokoi chłopaka, i uchyliłam lekko drzwi do jego sypialni.
- Matt, jak się czujesz? - W półmroku dostrzegłam nie tylko sylwetkę Matt'a, ale również Victorii. Nie zwrócili na mnie najmniejszej uwagi, a może po prostu nie zauważyli. On - chłopak, którego kochałam ponad życie całował tą osobę, kóra zniszczyła życie wielu dziewczynom. Teraz do tej grupy należałam i ja.
- Matt... - szepnęłam. Chłopak odskoczył od Victorii i podbiegł w moją stronę, jednak zatrzasnęłam drzwi i zbiegłam na dół.

   

czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 02.

Przytuliłam chłopaka z całych swoich sił, i wypełniłam swoje nozdrza zapachem jego ciała. Poczułam woń moich ulubionych perfum, których często używał. Trwaliśmy tak przytuleni dopóki nie poczułam jak chłopak odpycha mnie lekko, co przywołało na moją twarz wyraz zmieszania oraz zawiedzenia.
- Tak bardzo tęskniłem - powiedział, patrząc mi się prosto w oczy, po czym pocałował mnie w czoło. Chwyciłam go za rękę i poprowadziłam do salonu. Usiadłam na kanapie i zrobiłam mu koło siebie miejsce.
- Jak idzie na treningach? - spytałam po chwili. Odchylił swoją głowę do tyłu wypuszczając powietrze.
- Nie pytaj nawet. Wyciskają z nas siódme poty. Najpierw rozgrzewka, parę godzin treningu, krótka przerwa i boks. - Wyobrażałam sobie co czuje, a przynajmniej wiedziałam, ponieważ Camille też pojechała na taki obóz. Kochała biegać, ale po tych dwóch miesiącach ma tego dosyć.
- Chcesz coś do picia?
- Mhmm...A co masz? 
- A co chcesz? 
- To co Ty. - Obdarował mnie swoim uśmiechem. Poszłam do kuchni i otworzyłam szafkę żeby coś znaleźć. Podczas szukania porozwalałam trochę w przyprawach mamy, za co może być mała afera.
Postawiłam dwie butelki z sokiem na ladzie do której dosiadł się Matt. 
- Nie chciałabyć pójść ze mną na imprezę? - Spytał chwytając butelkę i oglądając ją z każdej strony, po czym popatrzył na mnie spod brwi. 
- Musiałabym to przemyśleć. - Uśmiechnęłam się zaczepnie. Wiedziałam, że zauważył to, że się z nim droczę. 
- A jak ładnie poproszę? 
- No nie wiem, próbuj. - Zaśmiałam się, kiedy popatrzyłam na wyraz twarzy chłopaka, która ze zdziwienia przeszła w zadowolenie. 
Podszedł powolnym krokiem i złapał mnie w talii. Jego miękkie wargi musnęły skórę na mojej szyi, co wywołało u mnie przyjemny dreszcz. Zaśmiał się cicho. Pocałował mnie za uchem, po czym odwróciłam się w jego stronę, szukając jego ust. 
- Yhym... - W drzwiach stał mój ojciec, który najprawdopodobniej zapomniał kluczy. Szybko się od siebie odsunęliśmy, co tylko wywołało jego śmiech. 
 - Dzień dobry Panie Stane! - Chłopak grzecznie się przywitał, a na jego twarzy widniał lekko zdenerwowany uśmiech.
 - Cześć Matt. Jak tam obóz? - Mój rodziciel był wiernym fanem piłki, więc jakoś nie zdziwiło nie to, że zaczął się wypytywać  chłopaka o ten sport. Przewróciłam oczami i z powrotem usiadłam na krześle sprawdzając telefon. Nie wiem czemu, ale bawiło mnie jego zachowanie wobec mojego ojca, tak jakby się go trochę bał. Stali w salonie i oglądali stare zdjęcia z młodzieńczych lat rodziciela, grającego wówczas w szkolnej lidze. Może mi się tylko zdawało, ale wyglądało to tak, jakby się porozumieli. Nareszcie. Matt miał kiedyś opinię 'kobieciarza', przez co mój ojciec podchodził do niego z dystansem. Za każdym razem kiedy odprowadzał mnie do domu był traktowany jak intruz, powitany oschłym "Dzień Dobry". Pamiętam jak chłopak starał się pokazać mojemu upartemu ojcowi jak bardzo mnie kocha, przynosząc róże i oraz mojej mamie. 

*Matt POV*

Początkowo bałem się ojca Stephanie, i część tego strachu nadal we mnie siedzi. Wiem co o mnie myślał i jaką miał opinię, dlatego teraz nie chcę popełnić żadnego błędu, uniemożliwiającego mi spotykanie się z dziewczyną. Niedawno odnaleźliśmy wspólny język - piłka. To było coś, co oboje kochaliśmy. On- były piłkarz, ja - obecny. Staliśmy w salonie i obmawialiśmy wczorajszy mecz, w której grała nasza ulubiona drużyna. Co chwila zerkałem na Steph bawiącą się telefonem.
 - Zależy Ci na niej, prawda? - Spytał po chwili pan Stane, patrząc się na mnie uważnie.
 - Bardzo. - Odpowiedziałem szczerze. 
 - Więc jej nie skrzywdź. Wiesz jaka jest wrazliwa. Nie chcę Cię straszyć, ale jeśli coś jej zrobisz, to będziesz mnie miał na karku. - Nie powiem, trochę się spiąłem, lecz po chwili mężczyzna zaczął się cicho śmiać i poklepał mnie po plecach. Cieszyłem się, że zdobyłem jego zaufanie.
 - A tu grałem w misrzostwach.... - powróciliśmy do oglądania zdjęć w albumie.

***

*Stephanie POV*

   Umieściłam pastele w ich pudełku i szybkim ruchem zgarnęłam pędzelki, które leżały pomiędzy ścinkami papieru. 
'Dużo tego jest' pomyślałam. Wyrzuciłam śmieci do kosza i poszłam wziąć prysznic. Zamknęłam drzwi na klucz. Powoli się rozebrałam i weszłam do kabiny, odkręcając ciepłą wodę, która zaczęła spływać po moim ciele. Oparłam głowę o ściankę, myśląc nad kolejną pracą. Normalna nastolatka przejmowała by się swoim idolem, który ma nową dziewczynę bądź relacjami ze znajomymi. Mnie w tej chwili przejmowała praca, na którą nie miałam pomysłu. Chciałam dostać stypendium, które umożliwiało mi rozszerzenie technik wykonania. Po paru minutach wyszłam z kabiny wycierając się swoim ulubionym ręcznikiem. Nałożyłam beżową piżamę, a swoje długie włosy zmotałam w niestaranny kok. Zabrałam z kuchni herbatę, przygotowaną przez mamę po czym wspięłam się po schodach, przeskakując co drugi stopień, jednocześnie uważając na gorący napój. Bosą stopą uchyliłam drzwi i weszłam do pokoju.
Po raz pierwszy był w nim porządek. Usiadłam na łóżku, przykrywając się kołdrą. Chwyciłam telefon i szybkim ruchem napisałam sms do Matt'a.
"Ta impreza to nadal aktualna? xx" po czym odłożyłam telefon na bok, i upiłam łyk herbaty, której ciepło rozeszło się po moim ciele. Parę minut później przyszła wiadomość od chłopaka:
"Jak najbardziej. Będę w sobotę po piątej xx" Uśmiechnęłam się, i położyłam urządzenie na półce. Wyjrzałam za okno: Pani Elen siedząca w fotelu ze swoim denerwującym chiuauą oraz Maggie kopiąca dół pod ozdobnym krzakiem sąsiadki. Wszystko w normie. 

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 01.


- Mamo!- krzyknęłam, rozrzucając przy okazji zawartość mojej szuflady.
- Śniadanie robię, jak chcesz coś to zejdź i powiedz normalnie.- usłyszałam z dołu. Oczywiście, 'zejdź i powtórz'. A gdyby...no nie wiem, gdyby morderca wszedł do mojego pokoju przez okno, to też miałabym zejść na dół i wszystko dokładnie powtórzyć? Oj, nieważne już.
Zamknęłam szafkę, wypuszczając powietrze z ust. Szybkim krokiem wyszłam z pokoju i zbiegłam po schodach, kierując się do pomieszczenia w którym przebywała.  Moja rodzicielka najnormalniej w świecie stała przy kuchence i robiła naleśniki.
- Słucham Cię - powiedziała odwracając się w moją stronę.
- Gdzie są moje pędzle?
- Tam, gdzie je ostatnio zostawiłaś. - Uśmiechnęła się. Wiedziała, że to zdanie zawsze działa na mnie tak samo.
- Przypominam, że one zawsze leżą w tym samym miejscu. - Nadziałam naleśnika na widelec i przeniosłam go na swój talerz. - Gdzie jest Maggie?- spytałam po chwili ciszy
-Pewnie się bawi na zewnątrz. - 'I że jej się chce o siódmej rano wychodzić na dwór'. Dokończyłam przeżuwać naleśnika i wstawiłam talerz do zmywarki. Nałożyłam swoje brudne trampki i wyszłam przed dom. W przeciągu paru minut zauważyłam sylwetkę blond sześciolatki. Była czymś naprawdę zajęta, nie dostrzegła nawet tego, że idę w jej stronę.
- Hej Maggie - uśmiechnęłam się do dziewczynki.
- No ceść - pokazała rząd szczerbatych zębów
- Co tam robisz? - Po mojej wypowiedzi jej uśmiech zrzedł, a w oczach pojawił się lekki strach.
- A...nic. Tak sobie siedzę, i cekam na Olivię. Spojrzałam na nią spod oka. - No naplawdę - zapewniała.
-Mogę zobaczyć co tam z tyłu trzymasz? -spytałam łagodnie. Miałam wrażenie, że 'znalazłam' swoją zagubioną rzecz. - Patrz! Samolot leci! - skierowałam swój palec w górę, wskazując na 'samolot'. Dziewczynka szybko odwróciła się, i patrzyła w górę.
- Tu nic nie m....-zamarła, widząc, że odkryłam jej małą zbrodnię.  Moje pędzle, w tej chwili wcale mi ich nie przypominały. Były porozrzucane na trawie obok jej lalek. Głowy kilku z nich były całkiem ogolone, a na ich miejscu widniało blade włosie z moich pędzli przyklejonych niestarannie taśmą.
- Cholera... - mruknęłam
- A wies, ze Cię kocham? - uśmiechnęła się nieśmiało.

***

Zaczęłam rozkładać stare gazety taty dookoła stelażu, który dostałam parę lat temu na urodziny. Przeciągnęłam przez głowę pomazany farbą fartuch i szybkim ruchem zawiązałam go z tyłu. Chwyciłam za wieczko farby, rozchlapując ją po papierze leżącym na podłodze. Zamoczyłam pędzelek w czarnej farbie i zaczęłam malować. Tak jak zawsze, oddając w to całą swoją duszę. Patrzyłam jak na płótnie pojawiają się kolejne smugi, tworzące kontury sylwetki. Ostatnio ojciec poprosił mnie o portret jego i mamy, który chciał jej dać na rocznicę. Szybko wzięłam się do jego tworzenia, gdyż najprwadopodobniej po paru dniach 'ukrywania' go zostałby znaleziony przez Mag lub mamę. Kto w ogóle daje tej sześciolatce dostęp do mojego pokoju? Wyraźnie powiedziałam, że nie chcę, aby ktoś przebywał w nim oprócz mnie. Jest tu mały bałagan, ale wolę to określać jako 'artystyczny nieład'. Przynajmniej wiem gdzie co leży, a kiedy przyjdzie tu siostra to tak jakby przeszło tornado. Wszystko porozwalane, ubrania z szaf wyrzucone a każda farba zmieszana z inną, kontrastującą z nią. Nie miałam czasu, aby nad tym dłużej myśleć, malowałam dalej.
- Halo? - zza drzwi wychyliła się glowa mamy, na co zareagowałam bardzo szybko. Narzuciłam na płótno prześcieradło, malując przy okazji swój lewy policzek.
- Jestem, jestem, to c..wejdź - ruchem ręki zaprosiłam ją do środka
- Czy Ty naprawdę nie możesz posprzątać tego pokoju?- skomentowała stan pomieszczenia siadając na łóżku. Oczywiście - niepościelonym.
- No nic, wiesz, że niedługo mam rocznicę z tatą, prawda?- przytaknęłam.
- Chciałabym, o ile miałabyś czas oraz chęci, abyś coś dla nas narysowała. Może z tego zdjęcia z naszego ślubu, hm? - przyjrzałam się zdjęciu, które już wcześniej wręczył mi ojciec. Uśmiechnęłam się. Tak bardzo do siebie pasowali, a  ich charaktery w stu procentach się dopełniały. To było coś o czym marzyłam - prawdziwa miłość. Popatrzyłam na stojącą nade mną rodzicielkę.
- Jasne - uśmiechnęłam się. Rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu, leżącego na łóżku. Chwyciłam telefon do ręki - Matt. Popatrzyłam na kobietę wychodzącą z pokoju, a kiedy upewniłam się, że jest już wystarczająco daleko odebrałam go, dzięki czemu zostałam 'obdarowana' ukochanym głębokim głosem, za którym tak bardzo tęskniłam.
- Witam piękna.
- Witam piękny. - usłyszawszy jego śmiech mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Masz może dzisiaj jakieś plany?
- Nie, rodzice gdzieś wychodzą, a Meg jedzie na biwak.
- Więc, szykuj się - kolejna dawka śmiechu udzieliła się również mi.
- Już się boję
- Powinnaś. Będę po osiemnastej, dobrze?
- Jasne
- Kocham cię - kochałam kiedy to mówił. Czułam się wtedy taka bezpieczna, i może głupio to zabrzmi, ale czułam się tak, jakbym do kogoś należała. Czułam się tak, jakbym była jego częścią.
- Też cię kocham - po tych słowach się rozłączyłam.
 Matt. Pamiętam jak się poznaliśmy. To było jesienią, zaczynałam wtedy pierwszy rok na Akademii. Wpadł wtedy zdyszany do sali, w której zaczynaliśmy pierwsza lekcję, ponieważ jego brat - Sam, zapomniał z domu lunchu. Wszyscy zaczęli się śmiać, a on po prostu się tak pięknie uśmiechnął. Potem wszystko się szybko potoczyło. Z racji, że Sam chodził do tej samej klasy co ja, często spotykałam Matt'a więc z czasem się zaprzyjaźniliśmy, a teraz...teraz jesteśmy parą. Swoje przemyślenia zostawiłam na później, teraz pragnęłam położyć się na kanapie i trochę poleniuchować.

***

- Ja teraz oglądam.- oznajmiłam siostrze siedzącej przed ekranem telewizora. Znowu oglądała te swoje bajki o dinozaurach. Kiedy byłam w jej wieku moim największym problemem było wybranie najładniejszej księżniczki Disney'a, natomiast ona nie wie czy ma być triceratopsem czy może tyranozaurem. Logika Maggie.
- Nie. Oglądam dinozaury.
- Właśnie widzę. Wiesz, że potem będziesz się zrywać w nocy, bo będziesz miała koszmary, nie?
- Nie będę. Nigdy nie mam.- Faktycznie. Na to była akurat 'uodporniona'. Mogła oglądać horrory, a w nocy i tak była cicho. Postanowiłam ją podejść tak, jak wtedy z moimi zaginionymi pędzlami.
- A wiesz, że Pani Elen ma zakopanego dinozaura w trawniku?- Pani Elen - starsza, denerwująca sąsiadka. Codziennie przychodzi do nas do domu, żeby upewnić się czy jest w nim dziadek - obiekt jej westchnień. Dziwne prawda? Tak samo jak ona oraz jej wnuczka - Victoria. Rozpuszczona przez parę bogatych rodziców osiemnastolatka. Codziennie nowe markowe ubrania, pary nowych butów, aparaty fotograficzne itp. Ych...wolę o niej nie mówić, nie chcę mieć z nią nic wspólnego.
Zauważyłam iskierki w oczach sześciolatki.
- Jaki gatunek? - spytała zaciekawiona, uważnie patrząc mi się w oczy.
- Yyyy.... - szukałam nazwy jakiejś jaszczurki po porozwalanych opakowaniach po dvd.
- Achelozaur! - Wypaliłam szybko, oczekując jakiejkolwiek reakcji.
- Gdzie są moje rękawiczki? - spytała po chwili. Odetchnęłam z ulgą, coś takiego istniało.
- Chyba w schowku. Masz tam też wiaderko i ten twój 'sprzęt'. Spokojnie, powiem mamie gdzie jesteś.
Uśmiechnięta wyszła z salony biegnąc po schodach w stronę schowka. 'Nareszcie spokój" pomyślałam.
Wzięłam pilot do ręki i wyłączyłam trwający serial. Podeszłam do półki z płytami i wyciągnęłam pierwszą z nich. 'Titanic' . Włączyłam ją, siadając wygodnie na kanapie i przykrywając się ulubionym kocem.
Po pierwszych minutach zobaczyłam jak na wyświetlaczu mojej komórki pojawia się sms.
"Wyjdź na zewnątrz"- przeczytałam treść i lekko zmieszana podeszłam do drzwi. Ostrożnie je uchyliłam.
Zobaczyłam te czekoladowe tęczówki i rozbrajający uśmiech. Swoją dużą dłoń oparł o framugę drzwi, otwierając je szerzej, natomiast drugą umieścił na mojej talii jednocześnie przyciągając mnie do swojego ciała. Pierwszy raz od paru miesięcy poczułam smak jego miękkich warg.
- Tęskniłem - szepnął.

środa, 8 maja 2013

Prolog

Prolog
***
 Stephanie Ellie Stane. Nastoletnia artystka, uczęszczająca do Art Academy w pólnocnym Londynie. Swój talent malarski odziedziczyła po siostrze swojego dziadka- Helen. Już w najmłodszych latach przejawiała miłość do sztuki oraz tworzenia. Podczas pobytu w parku oraz pracą nad nowym rysunkiem poznaje Harrego*, z którym poznaje się w dziwnych okolicznościach. Nie są jednak sobie obojętni. Wkrótce potem ich drogi łączą się, aby zwykła znajomość przerodziła się w coś więcej. Ich udany związek zostaje wystawiony na próbę kiedy Steph w wypadku samochodowym traci wzrok. 
Czy Harry pomoże dziewczynie, oraz ułożą sobie życie na nowo, czy może jednak zostawi ją, a ich drogi się rozejdą?
***

Harry*-chłopak w tym fan fiction nie jest sławny.

Mam nadzieję, że historia przypadnie Wam do gustu ;)