niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 01.


- Mamo!- krzyknęłam, rozrzucając przy okazji zawartość mojej szuflady.
- Śniadanie robię, jak chcesz coś to zejdź i powiedz normalnie.- usłyszałam z dołu. Oczywiście, 'zejdź i powtórz'. A gdyby...no nie wiem, gdyby morderca wszedł do mojego pokoju przez okno, to też miałabym zejść na dół i wszystko dokładnie powtórzyć? Oj, nieważne już.
Zamknęłam szafkę, wypuszczając powietrze z ust. Szybkim krokiem wyszłam z pokoju i zbiegłam po schodach, kierując się do pomieszczenia w którym przebywała.  Moja rodzicielka najnormalniej w świecie stała przy kuchence i robiła naleśniki.
- Słucham Cię - powiedziała odwracając się w moją stronę.
- Gdzie są moje pędzle?
- Tam, gdzie je ostatnio zostawiłaś. - Uśmiechnęła się. Wiedziała, że to zdanie zawsze działa na mnie tak samo.
- Przypominam, że one zawsze leżą w tym samym miejscu. - Nadziałam naleśnika na widelec i przeniosłam go na swój talerz. - Gdzie jest Maggie?- spytałam po chwili ciszy
-Pewnie się bawi na zewnątrz. - 'I że jej się chce o siódmej rano wychodzić na dwór'. Dokończyłam przeżuwać naleśnika i wstawiłam talerz do zmywarki. Nałożyłam swoje brudne trampki i wyszłam przed dom. W przeciągu paru minut zauważyłam sylwetkę blond sześciolatki. Była czymś naprawdę zajęta, nie dostrzegła nawet tego, że idę w jej stronę.
- Hej Maggie - uśmiechnęłam się do dziewczynki.
- No ceść - pokazała rząd szczerbatych zębów
- Co tam robisz? - Po mojej wypowiedzi jej uśmiech zrzedł, a w oczach pojawił się lekki strach.
- A...nic. Tak sobie siedzę, i cekam na Olivię. Spojrzałam na nią spod oka. - No naplawdę - zapewniała.
-Mogę zobaczyć co tam z tyłu trzymasz? -spytałam łagodnie. Miałam wrażenie, że 'znalazłam' swoją zagubioną rzecz. - Patrz! Samolot leci! - skierowałam swój palec w górę, wskazując na 'samolot'. Dziewczynka szybko odwróciła się, i patrzyła w górę.
- Tu nic nie m....-zamarła, widząc, że odkryłam jej małą zbrodnię.  Moje pędzle, w tej chwili wcale mi ich nie przypominały. Były porozrzucane na trawie obok jej lalek. Głowy kilku z nich były całkiem ogolone, a na ich miejscu widniało blade włosie z moich pędzli przyklejonych niestarannie taśmą.
- Cholera... - mruknęłam
- A wies, ze Cię kocham? - uśmiechnęła się nieśmiało.

***

Zaczęłam rozkładać stare gazety taty dookoła stelażu, który dostałam parę lat temu na urodziny. Przeciągnęłam przez głowę pomazany farbą fartuch i szybkim ruchem zawiązałam go z tyłu. Chwyciłam za wieczko farby, rozchlapując ją po papierze leżącym na podłodze. Zamoczyłam pędzelek w czarnej farbie i zaczęłam malować. Tak jak zawsze, oddając w to całą swoją duszę. Patrzyłam jak na płótnie pojawiają się kolejne smugi, tworzące kontury sylwetki. Ostatnio ojciec poprosił mnie o portret jego i mamy, który chciał jej dać na rocznicę. Szybko wzięłam się do jego tworzenia, gdyż najprwadopodobniej po paru dniach 'ukrywania' go zostałby znaleziony przez Mag lub mamę. Kto w ogóle daje tej sześciolatce dostęp do mojego pokoju? Wyraźnie powiedziałam, że nie chcę, aby ktoś przebywał w nim oprócz mnie. Jest tu mały bałagan, ale wolę to określać jako 'artystyczny nieład'. Przynajmniej wiem gdzie co leży, a kiedy przyjdzie tu siostra to tak jakby przeszło tornado. Wszystko porozwalane, ubrania z szaf wyrzucone a każda farba zmieszana z inną, kontrastującą z nią. Nie miałam czasu, aby nad tym dłużej myśleć, malowałam dalej.
- Halo? - zza drzwi wychyliła się glowa mamy, na co zareagowałam bardzo szybko. Narzuciłam na płótno prześcieradło, malując przy okazji swój lewy policzek.
- Jestem, jestem, to c..wejdź - ruchem ręki zaprosiłam ją do środka
- Czy Ty naprawdę nie możesz posprzątać tego pokoju?- skomentowała stan pomieszczenia siadając na łóżku. Oczywiście - niepościelonym.
- No nic, wiesz, że niedługo mam rocznicę z tatą, prawda?- przytaknęłam.
- Chciałabym, o ile miałabyś czas oraz chęci, abyś coś dla nas narysowała. Może z tego zdjęcia z naszego ślubu, hm? - przyjrzałam się zdjęciu, które już wcześniej wręczył mi ojciec. Uśmiechnęłam się. Tak bardzo do siebie pasowali, a  ich charaktery w stu procentach się dopełniały. To było coś o czym marzyłam - prawdziwa miłość. Popatrzyłam na stojącą nade mną rodzicielkę.
- Jasne - uśmiechnęłam się. Rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu, leżącego na łóżku. Chwyciłam telefon do ręki - Matt. Popatrzyłam na kobietę wychodzącą z pokoju, a kiedy upewniłam się, że jest już wystarczająco daleko odebrałam go, dzięki czemu zostałam 'obdarowana' ukochanym głębokim głosem, za którym tak bardzo tęskniłam.
- Witam piękna.
- Witam piękny. - usłyszawszy jego śmiech mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Masz może dzisiaj jakieś plany?
- Nie, rodzice gdzieś wychodzą, a Meg jedzie na biwak.
- Więc, szykuj się - kolejna dawka śmiechu udzieliła się również mi.
- Już się boję
- Powinnaś. Będę po osiemnastej, dobrze?
- Jasne
- Kocham cię - kochałam kiedy to mówił. Czułam się wtedy taka bezpieczna, i może głupio to zabrzmi, ale czułam się tak, jakbym do kogoś należała. Czułam się tak, jakbym była jego częścią.
- Też cię kocham - po tych słowach się rozłączyłam.
 Matt. Pamiętam jak się poznaliśmy. To było jesienią, zaczynałam wtedy pierwszy rok na Akademii. Wpadł wtedy zdyszany do sali, w której zaczynaliśmy pierwsza lekcję, ponieważ jego brat - Sam, zapomniał z domu lunchu. Wszyscy zaczęli się śmiać, a on po prostu się tak pięknie uśmiechnął. Potem wszystko się szybko potoczyło. Z racji, że Sam chodził do tej samej klasy co ja, często spotykałam Matt'a więc z czasem się zaprzyjaźniliśmy, a teraz...teraz jesteśmy parą. Swoje przemyślenia zostawiłam na później, teraz pragnęłam położyć się na kanapie i trochę poleniuchować.

***

- Ja teraz oglądam.- oznajmiłam siostrze siedzącej przed ekranem telewizora. Znowu oglądała te swoje bajki o dinozaurach. Kiedy byłam w jej wieku moim największym problemem było wybranie najładniejszej księżniczki Disney'a, natomiast ona nie wie czy ma być triceratopsem czy może tyranozaurem. Logika Maggie.
- Nie. Oglądam dinozaury.
- Właśnie widzę. Wiesz, że potem będziesz się zrywać w nocy, bo będziesz miała koszmary, nie?
- Nie będę. Nigdy nie mam.- Faktycznie. Na to była akurat 'uodporniona'. Mogła oglądać horrory, a w nocy i tak była cicho. Postanowiłam ją podejść tak, jak wtedy z moimi zaginionymi pędzlami.
- A wiesz, że Pani Elen ma zakopanego dinozaura w trawniku?- Pani Elen - starsza, denerwująca sąsiadka. Codziennie przychodzi do nas do domu, żeby upewnić się czy jest w nim dziadek - obiekt jej westchnień. Dziwne prawda? Tak samo jak ona oraz jej wnuczka - Victoria. Rozpuszczona przez parę bogatych rodziców osiemnastolatka. Codziennie nowe markowe ubrania, pary nowych butów, aparaty fotograficzne itp. Ych...wolę o niej nie mówić, nie chcę mieć z nią nic wspólnego.
Zauważyłam iskierki w oczach sześciolatki.
- Jaki gatunek? - spytała zaciekawiona, uważnie patrząc mi się w oczy.
- Yyyy.... - szukałam nazwy jakiejś jaszczurki po porozwalanych opakowaniach po dvd.
- Achelozaur! - Wypaliłam szybko, oczekując jakiejkolwiek reakcji.
- Gdzie są moje rękawiczki? - spytała po chwili. Odetchnęłam z ulgą, coś takiego istniało.
- Chyba w schowku. Masz tam też wiaderko i ten twój 'sprzęt'. Spokojnie, powiem mamie gdzie jesteś.
Uśmiechnięta wyszła z salony biegnąc po schodach w stronę schowka. 'Nareszcie spokój" pomyślałam.
Wzięłam pilot do ręki i wyłączyłam trwający serial. Podeszłam do półki z płytami i wyciągnęłam pierwszą z nich. 'Titanic' . Włączyłam ją, siadając wygodnie na kanapie i przykrywając się ulubionym kocem.
Po pierwszych minutach zobaczyłam jak na wyświetlaczu mojej komórki pojawia się sms.
"Wyjdź na zewnątrz"- przeczytałam treść i lekko zmieszana podeszłam do drzwi. Ostrożnie je uchyliłam.
Zobaczyłam te czekoladowe tęczówki i rozbrajający uśmiech. Swoją dużą dłoń oparł o framugę drzwi, otwierając je szerzej, natomiast drugą umieścił na mojej talii jednocześnie przyciągając mnie do swojego ciała. Pierwszy raz od paru miesięcy poczułam smak jego miękkich warg.
- Tęskniłem - szepnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz